Plantacja, która nie była atrakcją turystyczną
Nasza droga prowadziła z Bogoty w kierunku zielonych wzgórz Kordyliery Wschodniej. Z każdym kilometrem ruch stawał się coraz mniejszy, a krajobraz coraz bardziej przypominał wiejską Kolumbię, której większość podróżnych nigdy nie poznaje. Mijaliśmy niewielkie gospodarstwa, plantacje i lasy mgliste, aż w końcu dotarliśmy do miejsca ukrytego z dala od głównych tras.
Nie była to plantacja przygotowana na przyjmowanie autokarów pełnych turystów ani miejsce, w którym zwiedzanie odbywa się według skróconego, powtarzalnego scenariusza. Tego dnia byliśmy jedynymi Gośćmi. Mogliśmy spokojnie rozmawiać z osobami odpowiedzialnymi za produkcję kawy i bez pośpiechu prześledzić kolejne etapy jej powstawania. Zamiast krótkiego pokazu otrzymaliśmy doświadczenie, które pozwoliło spojrzeć na codzienny napój z zupełnie innej perspektywy.
Już po kilku minutach zrozumieliśmy, że większość osób zna zaledwie końcowy efekt wielomiesięcznej pracy. Filiżanka kawy jest jedynie ostatnim rozdziałem znacznie dłuższej historii.
Kawa zaczyna się od owocu, nie od ziarna
Dla wielu osób pierwszym zaskoczeniem jest sam wygląd kawowca. Na jego gałęziach nie rosną brązowe ziarna, lecz niewielkie owoce, które po osiągnięciu dojrzałości najczęściej przybierają intensywnie czerwony kolor. Dopiero w ich wnętrzu znajdują się ziarna, które po wielu etapach obróbki staną się kawą.
To właśnie na plantacji rozpoczyna się praca nad jej jakością. Owoce zbiera się ręcznie, a plantatorzy wielokrotnie wracają do tych samych krzewów, wybierając te, które osiągnęły właściwy stopień dojrzałości. W uprawach nastawionych na wysoką jakość nie liczy się wyłącznie wielkość zbioru. Znaczenie ma precyzja, ponieważ każda decyzja podjęta na tym etapie może wpłynąć na smak, który kilka miesięcy później odnajdziemy w filiżance.
Patrząc na plantację, trudno nie dostrzec podobieństw do świata wina. Również tutaj ogromne znaczenie ma terroir – wysokość nad poziomem morza, rodzaj gleby, ilość opadów, nasłonecznienie i lokalny mikroklimat. To właśnie dlatego kawy pochodzące z dwóch plantacji położonych stosunkowo blisko siebie mogą mieć zupełnie odmienne profile smakowe.
Fermentacja – czego większość miłośników kawy nigdy nie widzi
Największym odkryciem naszej wizyty okazała się fermentacja. Dla wielu osób pojęcie to kojarzy się przede wszystkim z winem lub piwem, tymczasem w świecie kaw specialty odgrywa równie interesującą rolę.
Po zebraniu owoców rozpoczyna się proces, podczas którego plantatorzy mogą wpływać na przyszły profil sensoryczny ziaren. Czas, temperatura, dostęp tlenu i sposób prowadzenia fermentacji pozwalają podkreślić naturalne nuty owocowe, kwiatowe, cytrusowe czy karmelowe. Nie oznacza to dodawania sztucznych aromatów. Efekt powstaje dzięki właściwościom owocu, działaniu mikroorganizmów oraz wiedzy ludzi kontrolujących cały proces.
Dopiero stojąc w pobliżu zbiorników fermentacyjnych, uświadomiliśmy sobie, że smak kawy kształtuje się na długo przed jej wypaleniem. To właśnie na tym etapie nauka spotyka się z rzemiosłem, a tradycyjna uprawa z niezwykle precyzyjną pracą nad jakością.
Cupping – moment, w którym kawa opowiada swoją historię
Zwieńczeniem wizyty był cupping, czyli profesjonalna degustacja kawy. Dla niewtajemniczonych może wyglądać dość nietypowo: kilka naczyń, specjalne łyżki i charakterystyczne, głośne siorbanie. W rzeczywistości jest to metoda pozwalająca porównywać jakość oraz profil smakowy poszczególnych kaw.
Podczas cuppingu analizuje się między innymi aromat, kwasowość, słodycz, teksturę, równowagę i długość finiszu. Dopiero wtedy można w pełni zrozumieć, jak ogromny wpływ na zawartość filiżanki miały wszystkie wcześniejsze decyzje podjęte na plantacji.
W jednej z degustowanych kaw rozpoznawaliśmy cytrusy i nuty kwiatowe, w innej karmel i kakao, a kolejna przywodziła na myśl dojrzałe czerwone owoce. Wszystkie pochodziły z Kolumbii, lecz każda opowiadała inną historię. Różniły je miejsce uprawy, odmiana kawowca i zastosowany sposób obróbki.