Rdzennie mieszkańcy Kolumbii – kim są i gdzie ich spotkamy?
Wjeżdżając do Parku Tayrona u podnóża Sierra Nevada de Santa Marta drogą krajową 90, która biegnie wzdłuż wybrzeża karaibskiego, naszym oczom ukazują się niewielkie przydrożne zabudowania, w których kwitnie handel i mnóstwo plantacji bananów. Coraz częściej naszą uwagę zwracają mężczyźni ubrani w swoje tradycyjne białe szaty przechadzający się między straganami. Okazuje się, że to mężczyźni należący do tubylczych plemion Kogi.
Kolumbia jest jednym z najbardziej zróżnicowanych etnicznie krajów Ameryki Łacińskiej. Około 4–5% populacji kraju to rdzenni mieszkańcy, co przekłada się na ponad 1,9 miliona osób, należących do ponad 100 uznanych grup etnicznych. Najbardziej znane to Arhuacos, Kogi, Wiwa, Kankuamo w stanie Sierra Nevada, Wayuu w La Guajira (największa społeczność), Emberá – w Chocó i Antioquia, Nasa i Misak – w Cauca i dolinie Popayán oraz Ticuna i Yucuna – w Amazonii. W wielu regionach żyją w izolowanych społecznościach – głównie w Amazonii, Andach i na Karaibach, jednak część rdzennych mieszkańców mieszka w miastach – np. w Santa Marta. Indianie w swoich hermetycznych społecznościach zajmują się rolnictwem, zbieractwem, ceramiką i tkactwem, a w pobliskich miastach sprzedażą rękodzieła, co mieliśmy okazję zaobserwować już po drodze do Tayrony.
Dziedzictwo Tayrona – cztery plemiona, jedna misja
Sierra Nevada de Santa Marta to nie tylko góry – to święta przestrzeń. Dla Arhuacos, Wiwa, Kogi i Kankuamo to centrum duchowego wszechświata. Uważają siebie za „Starszych Braci” – strażników harmonii, którzy czuwają nad równowagą świata nie tylko w wymiarze fizycznym, ale też energetycznym i duchowym. Ich obowiązkiem jest dbać o to, czego cywilizacja „Młodszych Braci” nie potrafi lub nie chce zrozumieć. Ich odizolowanie od współczesności nie wynika z braku wiedzy. Wręcz przeciwnie – jest to świadomy wybór. Dla nich cywilizacja zniszczyła relację z naturą. Dlatego życie według reguł ustalanych przez Mamo – duchowych przewodników i nauczycieli – to nie tylko tradycja, ale konieczność. To oni wyznaczają czas siewu, zbioru, świętowania i modlitwy. Ich obecność jest zawsze ubrana w biel – symbol czystości, z czapkami w kształcie góry Sierra, która jest dla nich osią świata.
Wizyta wśród Arhuacos – spotkanie, które zostaje w sercu
Do rezerwatu Arhuacos udajemy się w towarzystwie przewodnika, który wywodzi się ze społeczności, ale mieszka poza hermetycznym plemieniem. Jako jeszcze młody chłopak wraz z bratem opuścił Arhuacos, by żyć bardziej współcześnie.
Samochód zostawiliśmy przy głównej arterii. Droga do tubylczej osady prowadzi przez rezerwat Indian. Cisza panująca wokół wioski jest gęsta, niemal sakralna. Nikt się nie spieszy, nie przerywa rytmu, który od setek lat pozostaje ten sam. U bram powitała nas Maria – młoda, niewielkich rozmiarów kobieta, lekko onieśmielona, jakby zanurzona w swoim świecie. Między palcami przesuwała surowy materiał – pewnie zalążek przyszłego rękodzieła.
Po zbliżeniu się do domostwa, Maria pokazuje, jak przędzie się nici z naturalnej bawełny, które następnie zamienia w mochilas – tradycyjne torby będące nie tylko dziełem rzemiosła, ale i nośnikiem duchowości. Każdy wzór ma znaczenie. Każda nić to opowieść – o ziemi, o rodzinie, o przodkach. Indiańskie wyroby, podobnie jak banany, można kupić niemal wszędzie, sklepiki i stragany ciągną się przy głównej drodze w każdej wiosce.
Przyjemnie słucha się lokalesa. Jego opowieści nie są egzotyczne – są intymne. O tym, jak dzieci od najmłodszych lat uczą się szacunku do każdego elementu życia. O tym, że bawełna nie może być używana, jeśli nie przeszła rytuału błogosławieństwa. O tym, że każdy czyn powinien być poprzedzony refleksją: czy to przyniesie równowagę światu? Zostaliśmy zaproszeni do obejrzenia miejsca kultu – skromnej konstrukcji z gliny, okrągłej, chłodnej, pełnej ciszy. I wtedy przewodnik wspomniał o „więzieniu z błota”. Jeśli ktoś naruszy zasady wspólnoty – np. ukradnie, uderzy, skłamie – trafia do duchowego odosobnienia. Bez krat. Bez strażników. Ale z własnym sumieniem i odpowiedzialnością wobec Mamo i przodków.