Na Filipinach nie ma jednego właściwego tempa podróżowania
Czasami słyszymy, że na każdą filipińską wyspę trzeba przeznaczyć pięć, sześć czy siedem dni. Nie podchodzimy do planowania w ten sposób.
Nasze doświadczenie pokazuje, że Goście podróżują bardzo różnie. Jedna osoba chce rozpakować walizkę raz, przez tydzień korzystać z Amanpulo i nie myśleć o kolejnym transferze. Ktoś inny przez dziesięć nocy chce zobaczyć trzy różne światy Filipin i trzy noce w każdym hotelu uważa za całkowicie satysfakcjonujące.
Nie naszym zadaniem jest przekonywać jednych do sposobu podróżowania drugich.
Możemy natomiast pokazać konsekwencje każdego wyboru. Jeżeli zostajemy trzy noce, mamy określoną liczbę pełnych dni na miejscu. Jeżeli zmieniamy wyspę, musimy uwzględnić lot i transfer. Jeżeli dwa kolejne odcinki są wystawione na osobnych biletach, pojawia się ryzyko związane z przesiadką.
Dopiero mając tę wiedzę, można zdecydować, czy wolimy podróż spokojną, czy dynamiczną.
Na Filipinach najpierw sprawdzamy loty, a później układamy trasę
Na mapie niektóre wyspy wyglądają na położone stosunkowo blisko siebie. Nie oznacza to jednak, że można swobodnie przemieszczać się pomiędzy nimi w dowolnej kolejności.
Filipiny są ogromnym archipelagiem. Pomiędzy Palawanem, Siargao, Bohol czy Boracay znajdują się setki kilometrów morza. Dlatego podstawowym środkiem transportu podczas island hoppingu są loty krajowe.
Oczywiście istnieją połączenia promowe na krótszych trasach, czego najlepszym przykładem jest Cebu–Bohol. Nie tworzą one jednak alternatywnej sieci pozwalającej wygodnie podróżować morzem pomiędzy głównymi miejscami, które wykorzystujemy w naszych programach. Nie popłyniemy w praktycznym wakacyjnym rytmie z El Nido na Siargao czy z Boracay do Amanpulo.
Dlatego przy projektowaniu podróży patrzymy przede wszystkim na trzy huby: Clark, Cebu oraz – zależnie od trasy – Manilę.
Nie zawsze najkrótsza odległość na mapie oznacza najkrótszą podróż.
Dlaczego po przylocie z Europy planujemy nocleg techniczny?
To jeden z elementów, który na początku potrafi zaskakiwać.
Połączenia z Europy, z których najczęściej korzystają nasi Goście, docierają na Filipiny w godzinach popołudniowych. W praktyce oznacza to, że dalszy lot krajowy na konkretną wyspę odbywa się następnego dnia.
Dlatego po przylocie planujemy nocleg techniczny – w Clark, Manili lub Cebu, w zależności od tego, skąd następnego dnia rozpoczyna się kolejny etap podróży.
Nie traktujemy tej nocy jako błędu w programie ani czasu, który trzeba za wszelką cenę odzyskać. Jest po prostu konsekwencją siatki połączeń.
Dodatkowo lot międzynarodowy i kolejny lot krajowy są najczęściej wystawione na osobnych biletach. Gdybyśmy próbowali połączyć je bardzo krótką przesiadką tego samego dnia, nawet niewielkie opóźnienie rejsu z Europy mogłoby spowodować utratę dalszego lotu.
Nocleg techniczny usuwa ten problem i pozwala następnego ranka rozpocząć właściwą część podróży.
W drodze powrotnej sytuacja wygląda inaczej
Co ciekawe, nocleg techniczny zwykle potrzebny jest tylko na początku.
Loty międzynarodowe w kierunku Europy najczęściej opuszczają Filipiny po południu lub wieczorem. Dzięki temu możemy rano wyjechać z hotelu, odbyć lot krajowy do Clark, Cebu lub Manili i jeszcze tego samego dnia rozpocząć podróż do Polski.
Oczywiście za każdym razem sprawdzamy konkretny rozkład i pozostawiamy odpowiedni zapas. Nie istnieje zasada, że każdą wyspę da się połączyć z każdym rejsem międzynarodowym.
Układ podróży jest jednak często asymetryczny: po przylocie potrzebujemy noclegu, przed wylotem do Europy już nie.
To pozwala efektywniej wykorzystać ostatni dzień pobytu.
Osobne bilety – najważniejsza rzecz przy filipińskim island hoppingu
Sam lot krajowy często jest krótki. Problemem nie jest więc czas spędzony w powietrzu, ale sposób, w jaki połączenia są ze sobą zestawione.
Jeżeli lecimy z El Nido do Clark, a następnie z Clark dalej, mamy zazwyczaj dwie niezależne rezerwacje. Pierwszy przewoźnik nie odpowiada za drugi lot w taki sposób, jak przy chronionej przesiadce wystawionej na jednym bilecie.
Jeżeli pierwszy rejs zostanie znacząco opóźniony i nie zdążymy na kolejny, nie możemy zakładać, że druga linia automatycznie przebukuje nas na następny samolot.
To nie oznacza, że takich połączeń nie należy planować. Właśnie w ten sposób podróżuje się pomiędzy wieloma wyspami Filipin.
Trzeba jedynie świadomie zarządzać ryzykiem: sprawdzić częstotliwość rejsów, pozostawić rozsądny czas na przesiadkę i wiedzieć, co wydarzy się, jeżeli pierwszy odcinek nie poleci zgodnie z planem.
Ile naprawdę trwają loty pomiędzy wyspami?
Same czasy lotów są zaskakująco krótkie. Na początku września 2026 roku bezpośredni rejs z El Nido do Clark zajmuje około 1 godz. 30–35 min, a połączeń jest wiele w ciągu tygodnia. El Nido–Cebu trwa około 1 godz. 45–50 min i obecnie jest obsługiwane około dziesięciu razy tygodniowo.
Cebu–Siargao to około godziny w powietrzu; przykładowe aktualne rejsy trwają od około 55 min do 1 godz. 10 min. Z kolei bezpośredni lot Clark–Siargao zajmuje około 2 godz. 20–35 min.
Bohol/Panglao ma obecnie również bezpośrednie połączenie z El Nido. Lot trwa około 1 godz. 45–50 min i jest wykonywany kilka razy w tygodniu. To bardzo ciekawa możliwość przy łączeniu Bohol z Palawanem, ponieważ pozwala ominąć Cebu czy Clark.
Jeszcze krótsze jest połączenie El Nido–Caticlan, czyli lotnisko obsługujące Boracay. Obecnie trwa około 1 godz. 5 min.
Właśnie dlatego trzy wyspy w ciągu krótszej podróży nie są same w sobie absurdem. Decydują nie odległości w kilometrach, lecz konkretne godziny lotów.
Rozkłady krajowe na Filipinach zmieniają się, dlatego każdą trasę sprawdzamy ponownie dla dokładnych dat podróży.