Nasza pierwsza myśl? „To chyba nie o to chodzi…”
Podjechaliśmy pod lobby, które z zewnątrz nie robi spektakularnego wrażenia. Kamienny budynek, niewielka recepcja i gwar typowy dla hotelowego front office nie zapowiadały miejsca, które od lat cieszy się niemal kultowym statusem.
Wszystko przebiegło jednak wyjątkowo sprawnie. Jeszcze dzień wcześniej otrzymaliśmy formularz meldunkowy, który wypełniliśmy online. Na miejscu wystarczył podpis na tablecie, krótkie wyjaśnienie zasad pobytu i po kilku minutach trzymaliśmy w rękach klucze do pokoju. Co ciekawe, hotel nie poprosił nas nawet o kartę kredytową na poczet przyszłych wydatków. Wszystkie dodatkowe zamówienia rozliczane są z wykorzystaniem aplikacji mobilinej.
Po chwili wsiedliśmy do meleksa, który zawiózł nas do naszego Family Room. Również tutaj pierwsze spojrzenie na zabudowę nie wywołało efektu „wow”. Budynki z charakterystycznymi czerwonymi dachówkami mają bardziej lokalny niż luksusowy charakter i z pewnością nie zachwycą osób poszukujących designerskiej architektury.
Nasze odczucia odrobinę poprawiły się po przekroczeniu progu pokoju. Wnętrza po remoncie okazały się jasne, funkcjonalne i bardzo komfortowe. Wysokiej jakości pościel, przyjemne materiały, przestronna garderoba typu walk-in, dwa niezależne pokoje oraz duży taras z leżanką i widokiem na morze sprawiły, że pierwsze wątpliwości zaczęły znikać.
Wtedy spojrzeliśmy na wodę, która mieniła sie w popołudniowym świetle. Jej kolor był tak niebiański, że odruchowo odłożyliśmy walizki. Nie zastanawiając się ani chwili, pobiegliśmy zobaczyć plażę z bliska.
Co chcieliśmy sprawdzić?
Do Hillside Beach Club przyjechaliśmy z konkretnymi pytaniami. Czy hotel, który od wielu lat cieszy się niemal kultowym statusem, nadal wyznacza standard wypoczynku w swojej kategorii? Czy rzeczywiście jest miejscem, do którego Goście wracają regularnie? I czy może odpowiadać oczekiwaniom osób, które na co dzień wybierają najbardziej prestiżowe hotele świata?
Już przed przyjazdem wiedzieliśmy, że Hillside Beach Club nie będzie imponował rozmachem inwestycji ani designerską architekturą. To było widać nawet na zdjęciach. Chcieliśmy zrozumieć coś znacznie ciekawszego – dlaczego tak wielu Gości wraca tutaj rok po roku. Co branża turystyczna chce nam powiedzieć o tym miejscu. Odpowiedź znaleźliśmy szybciej, niż się spodziewaliśmy.
Pierwsze 30 minut i wszystko stało sie jasne
Z pokoi położonych na wzgórzach do morza prowadzą schody. Dziesiątki schodów. Z każdym kolejnym poziomem coraz mocniej czuć zapach sosen, a pomiędzy koronami drzew zaczyna przebijać intensywny turkus morza. Po chwili krajobraz otwiera się całkowicie. Szeroka plaża, spokojna zatoka otoczona skałami oraz łodzie i jachty delikatnie kołyszące się na wodzie tworzą widok, który naprawdę chwyta za serce. To właśnie wtedy zrozumieliśmy, że największym atutem Hillside Beach Club nie będzie architektura, a właśnie krajobraz.
Pierwszym przystankiem po spacerze był hotelowy lounge. Byliśmy głodni, więc zamówiliśmy przekąski i napoje. Przyglądaliśmy się otoczeniu. Dzieci zajadały burgery przygotowywane na świeżo przy stanowisku BBQ, wokół baru toczyły się rozmowy, a większość Gości odpoczywała na tarasie z widokiem na basen i morze.
I wtedy zauważyliśmy coś jeszcze. Przecież życie całego resortu koncentruje się właśnie tutaj. Nie w lobby. Wszystko naturalnie skupia się wokół basenu, głównej plaży i zatoki. Jedni wracają ze sportów wodnych, inni schodzą z boiska do siatkówki, dzieci bawią się w basenie, a pozostali po prostu siedzą z kawą i patrzą na morze.
To nie hotel wyznacza rytm dnia. To zatoka.